wtorek, 8 grudnia 2015

***

Nad wioską Jarem Słońce chyliło się ku zachodowi. Pogoda była przednia- wiał lekki, przyjemny i ciepły wiaterek, wysoko na niebie płynęły leniwie chmury, które z każdą chwilą stawały się coraz bardziej pomarańczowe. Las szemrał spokojną tajemniczą melodię, a ptaki świergotały radośnie. Cały świat zdawał się być obsypany złotem i czerwienią. Mieszkańcy kończyli powoli swoje obowiązki na polu i w zagrodach. Było piękne sierpniowe popołudnie, lecz mieszkańcy już szykowali się na nadejście zimy.
Wioska Jarem nie była dużą miejscowością, mieszkało w niej pięćdziesiąt rodzin. Zamieszkiwały one w solidnych drewnianych chatach. Każda rodzina miała również pole, na którym co roku rosły dorodne zboża czy ziemniaki, chlewy, kurniki, obory, stodoły. Można było odnieść wrażenie, że wioska jest samowystarczalna. Jednak co jakiś czas mieszkańcy jechali do pobliskiego miasteczka i sprzedawali swoje warzywa i owoce a kupowali narzędzia, ubrania i inne potrzebne artykuły.  Wszyscy mieszkańcy Jarem żyli spokojnie i pracowicie. Wszyscy byli jedną wielką rodziną.
- Leno! Leno! Poczekaj. Dlaczego mnie tu zaciągnęłaś? Dlaczego tak biegniesz?
- Strasznie się guzdrasz, drogi Tomaszu. Pośpiesz się, proszę! Muszę z tobą pomówić o czymś bardzo ważnym. - Melodyjny głos Leny rozbrzmiał słodko w uszach Tomasza. Była ona dwudziestoletnią panną o okrągłej jak księżyc w pełni twarzy, szczerym i pięknym uśmiechu, małym zadartym noskiem i dużych czarnych niczym węgiel oczach. Czasem, gdy Lena była czymś zaabsorbowana można było dostrzec w nich iskrzące promienie. Tomasz od dziecka uważał, że Lena ma najbardziej przenikliwe spojrzenie ze wszystkich osób na świecie. Teraz biegnąc polną drogą w stronę lasu była niczym wróżka spełniająca życzenia. Włosy uczesane w dwa długie i grube warkocze lśniły w słońcu a niebieska sukienka dodawała jej tylko niepowtarzalnego uroku.
- Leno! Panno Borowska! - Tomasz przystanął łapiąc oddech.
- Och, dobrze. Pomówmy tutaj. - Panna z zawadiacką miną usiadła na wielkim kamieniu.
- O czym chciałaś pomówić, o Leno, wróżko moja?
- Gdyby to usłyszał ksiądz pleban dostałbyś burę - dziewczyna zaśmiała się serdecznie. - Jednak nie pora na figle. Tomaszu, jesteś dla mnie niczym brat i tylko tobie mogę powiedzieć, o tym, co serce moje niepokoi.
- Mówże.
- Wiesz dobrze, że mój ukochany brat Jakub umarł. Było to zaledwie rok temu. Jednak nikt nie umie znaleźć przyczyny jego przedwczesnego zgonu. Umarł w Krakowie, gdy na nauki pojechał. Wszyscy we wsi twierdzą, że sam odebrał sobie życie. Ojciec i matka długo nie mogli się ludziom na oczy pokazać. Wszyscy uważali, że Bóg opuścił rodzinę Borowskich. Ja jednak myślę, że inna była przyczyna śmierci Jakuba.
- Jaka? Morderstwo?- Tomasz jakby czytał w myślach swojej przyjaciółki. Bo ta pokiwała potakująco głową.
- Krótko po pogrzebie brata odwiedził nas jakiś jegomość. Nie rozmawiał z nikim innym, tylko z ojcem. Posłyszałam, że brat należał do jakiejś grupy, która była przeciwko tyranii jakiegoś Wielkiego Księcia. Niestety nie dowiedziałam się niczego więcej z tej rozmowy, bo ojciec mnie dostrzegł i wpadłam w kłopoty.
- Może twój ojciec miał ważny powód, by cię ukarać. Myślę, że nie powinnaś o tym rozpamiętywać.
- Tomasz zasępił się i spojrzał w dal. Jego zielone oczy stały się bledsze.
- Tomaszu, ty coś wiesz. - Po chwili milczenia Lena przysunęła się do przyjaciela i spojrzała mu prosto w twarz. Chłopak starał się odwrócić wzrok, jednak nie udało mu się. Wiedział, że przegrał. Lena była bardzo spostrzegawcza i zawsze wiedziała, gdy kłamał lub coś ukrywał. Nigdy się nie myliła. Jej wzrok mógł przejrzeć duszę i serce człowieka na wylot. Tak było i tym razem.
- Leno...ja...- Lecz dziewczyna nie pytała o nic więcej.
- Nie potępiam twego milczenia. Mam nadzieję, że opowiesz mi o wszystkim kiedy będziesz gotowy. - przyjaciele skierowali się w stronę cmentarza, by nawiedzić groby Jakuba i Tadeusza Borowskich.
- Tomaszu, wiesz... Bardzo tęsknię za ojcem. On bardzo o mnie dbał. Bardzo go kochałam i zawsze mogłam na niego liczyć. Matka odkąd pamiętam była wobec mnie surowa i wymagająca. Lecz nie ważne jak było mi ciężko i smutno, zawsze mogłam wypłakać się w ramionach ojca. Po śmierci Kuby bardzo zmizerniał. Zgryzota zatruła mu serce aż w końcu, miesiąc temu umarł. Umarł w polu na moich oczach. A ja nie mogłam nic zrobić. - Po policzku Leny spłynęła gorąca łza. Tomasz bardzo się strapił. W końcu dotarli na miejsce wiecznego spoczynku mieszkańców wioski Jarem. W pewnym momencie Lena dostrzegła postać. Postać, którą dobrze pamiętała od pogrzebu brata. Nie namyślając się długo dogoniła jegomościa, który ewidentnie próbował odejść niezauważony.
- Chwileczkę! Proszę poczekać. Stać! - Zdenerwowana dziewczyna stanęła przed nieznajomym. Przyjrzała mu się. Był to człowiek sędziwy, lecz nie niedołężny. Był dystyngowany i sprawiał wrażenie bardzo mądrego. Jego srebrne włosy i siwa broda dodawały mu powagi. Ubrany był skromnie, lecz z dobrych jakościowo tkanin. - Kim jesteś, waszmość?
- Zofia...- szepnął i uśmiechnął się.
- Co tu robisz, waść? I nie jestem Zofia, tylko Lena. Lena Borowska.
- Przepraszam panienko, że niepokoję. Chciałem tylko nawiedzić grób ojca twego, którego znałem i który był mi jak brat. Straszne to nieszczęście twoją rodziną targa...
- Jak ci na imię, waść?
-Jestem Arnold.- Mężczyzna ukłonił się grzecznie. Tomasz zbliżył się do Leny i chciał jej coś szepnąć na ucho. Nagle zza drzewa wyłonił się jastrząb. Ptak wystraszył przyjaciół i gdy się spostrzegli, pan Arnold oddalił się szybko.
- To wszystko jest bardzo tajemnicze... - szepnęła Lena, gdy oboje z Tomaszem wracali do domów. -Ojciec gdy umierał też nazwał mnie Zofią. Nie rozumiem dlaczego.
-Leno... ja... ja...- Tomasz Starski przystanął i spoglądał na wieczorne niebo. Jego dorodna postać odznaczała się na tle krajobrazu. Raz po raz wzdychał ciężko. Można było przypuszczać, że stacza w tej chwili ze sobą wewnętrzną walkę. W pewnym momencie zebrał się na odwagę i spojrzał towarzyszce prosto w oczy. Sam przybrał poważną minę.
-Tomaszu... przerażasz mnie. Co się stało? - Dziewczyna podeszła z złapała go za ręce. Ścisnęła jego dłonie w swoich.
-Ja go znam. Znam tego Arnolda...- Lena zbliżyła twarz do twarzy Tomasza. Ten jakby wiedział, że musi powiedzieć więcej. - To było dawno temu. Ja i Kuba byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Pewnego dnia, gdy ty leżałaś z gorączką i prawie umarłaś, podsłuchaliśmy rozmowę twojego ojca i tego Arnolda. - Lena powróciła pamięcią do tamtych dni. Miała pięć lat i zachorowała Miała wysoką gorączkę i trudność w oddychaniu. Cała rodzina myślała, że umrze. A to wszystko przez to, że bawiąc się z innymi dziećmi nagle wpadła do zimnej rzeki. Zimnej, bo zdarzenie miało miejsce w listopadzie. Rodziców nie było stać, by wezwać lekarza z miasta, więc poprosili wioskowego znachora. Lecz nic to nie pomagało. Nie pomagały napary, zioła, maści. Jednak pewnego wieczora ojciec przyniósł cały worek leków i różnych medykamentów. Nie wiedziała skąd one są, lecz po ich zażyciu z każdym dniem czuła się lepiej i odzyskiwała siły. Po miesiącu leżenia w łóżku w końcu wyzdrowiała.
-Moje leki były od niego?
-Tak. Sam widziałem wraz z Kubą jak dawał je twojemu ojcu. Obaj byli dziwnie tajemniczy i opowiadali o Wielkim Księciu Henryku i ...
-O czym jeszcze? Tomaszu powiedz mi! - Przyjaciel westchnął ciężko.
-Nie pamiętam dokładnie. I nie zrozumiałem tego o czym mówili. W końcu miałem tylko sześć lat. Jednak twój brat powiedział mi kiedyś,jak już byliśmy starsi, że dowiedział się, że nie jesteś jego prawdziwą siostrą...
- Co takiego?! - Wykrzyknęła niemal ze złością Lena.- Mówże, o co w tym wszystkim chodzi.
-Arnold przychodził do waszego domu regularnie. Kuba opowiadał, że dawał waszemu ojcu pieniądze i o Wielkim Księciu rozprawiali. Gdy tak rozmawiali to Kuba podsłuchał, jak Arnold opowiadał, że sam ciebie do rodziny Borowskich przyprowadził, jako dwuletniego niemowlęcia. Kuba kiedyś zapytał oto ojca, lecz ten odpowiedział tylko, że życie za ciebie musi być gotów oddać. Gdy dwa lata temu Kuba na nauki miał jechać to opowiedział mi o tym wszystkim. I kazał przysiąc na swe życie i na Boga, że gdyby żywy z Krakowa nie powrócił, to mam strzec ciebie jak oka w głowie, bo nawet włos z głowy spaść tobie nie może. To wszystko, co wiem.- Tomasz umilkł i spojrzał swymi zielonymi oczami na Lenę. A ona stała osłupiała, ze wzrokiem utkwionym w ziemię. Po dłuższej chwili wyszeptała cicho
- Kim na Boga Świętego jest ten Arnold?
- Kuba mówił, że uczył go w Krakowie. Jest mędrcem i nauczycielem wielu młodych żaków. - Odparł, zamiast samego Boga, Tomasz.
- Więc musi on wiedzieć, co stało się z Jakubem! Jestem pewna, że on wie, dlaczego umarł!
- Ale... Leno...Zofio...
- Trudno mi się pogodzić z tym, że nie jestem prawdziwą córką swoich rodziców. Jednak cóż ja mogę zrobić? Nie mam innej rodziny a skoro Arnold mnie do rodziny Borowskich przyniósł, to znaczyć może tylko tyle, że albo moja rodzina umarła, albo mnie nie chciała. Nie chcę rozmyślać o tym. Chcę tylko się dowiedzieć kto zabił Kubę, mojego ukochanego brata. Niczego innego nie pragnę. I nie nazywaj mnie Zofią. Tomaszu, pamiętaj, że ja zawsze będę Leną Borowską. -W tym momencie  Lena rzuciła się na szyje swemu przyjacielowi i zapłakała gorzko. Tomasz po raz pierwszy widział jak płakała. Smutek i jemu zagościł w sercu, jednak wiedział, że kiedyś musiała się o wszystkim dowiedzieć. Zwłaszcza, że Kuba odszedł i we wszystko zamieszany był Arnold.
- Przepraszam, że nie wyjawiłem tobie wszystkiego wcześniej.- Tomasz pogłaskał zasmuconą dziewczynę po głowie. Lena lubiła Tomasza. Lubiła z nim przebywać, rozmawiać. Lubiła jego dobre i duże dłonie, wysoką postać, zielone przyjacielskie oczy, szczery uśmiech i blond czuprynę. Byli przyjaciółmi od zawsze. Zawsze się razem bawili i wspierali. Lecz w obliczu tego co przed chwilą usłyszała, nie mogła o tym zapomnieć. Musiała coś zrobić. Odkryć prawdę. Nie ze względu na siebie, lecz na brata. Brata, który był dla niej wszystkim.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz