- Wreszcie jesteś! Dlaczego wracasz dopiero teraz? - Lenę z wyrzutem powitała Anna. - Matka bardzo się niepokoiła. Już miałam iść cię szukać. Cóż to za figle tym razem wyczyniasz?
- Przepraszam siostro, nie wiedziałam, że jest już pora późna. Razem z Tomaszem nawiedziliśmy groby ojca i Kuby i straciliśmy poczucie czasu.- Anna spojrzała bacznie na Lenę i Tomasza. Była najstarszym dzieckiem państwa Borowskich, więc często lubiła dokazywać rodzeństwu, lecz w gruncie rzeczy była osobą o dobrym sercu. Była uważana za jedną z najładniejszych panien w okolicy i miała wielu zalotników. Była o cztery lata starsza od Leny, lecz nie była jeszcze zamężna. Lubiła się stroić. Mieszkańcy Jarem plotkowali nieraz o tym, że panna Anna Borowska ma znakomite poczucie mody. Matka od najmłodszych lat sprawiała jej urocze i modne ubrania i dodatki. Trzeba było przyznać, że mimo iż była pulchna, o wydatnych i krągłych policzkach, poruszała się z niezwykłą gracją i lekkością, a jasne włosy i szare oczy idealnie komponowały się do różowych sukienek, które często nosiła, gdy nie była zajęta pracą lub szła poflirtować z chłopcami z wioski.
- Dziękuję za przyprowadzenie tej nieznośnej dziewuchy do domu. - Anna uśmiechnęła się słodko do Tomasza.- Możesz już wracać.
- Do zobaczenia.- Wycedził od niechcenia i ruszył przed siebie w stronę domu. Anna od razu skierowała kroki do pokoju, natomiast na Lenę w kuchennej izbie czekała matka.
- Doprawdy! Gdzie się podziewałaś?
- Przepraszam mamo, nie wiedziałam, że już późno. - Lena dostrzegła w oczach matki cień złości. Usta miała ułożone w dziwny grymas a czoło poorane bruzdami. W świetle świecy dało się dostrzec kurze łapki wokół szarych oczu. Lena zdawała sobie sprawę, że Anna ma oczy podobne do matki, również Kuba takie miał. - Razem z Tomaszem byłam na cmentarzu.
- Nie chcę nawet słyszeć o tobie żadnych plotek, o tym, że późno do domu wracasz. Ojciec nie zniósł by obelg, jakoby jego córka źle się prowadza. Weź to na drugi raz pod uwagę. Nie po to wychowywałam cię od małego, byś wstyd mi przynosiła.
- Przepraszam. Więcej tego nie zrobię. - Dziewczyna spuściła wzrok.
- A cóż mi po twoich próżnych zapewnieniach? Teraz same musimy się o siebie troszczyć, odkąd Jakub i wasz ojciec odeszli. Nie zamierzam tolerować nieposłuszeństwa i lenistwa, zrozumiano moja panno? Jutro z samego rana weźmiesz konia i udasz się po sprawunki do miasta.
- Do miasta?- Lena z niedowierzaniem spojrzała na swoją przyszywaną matkę.- Ojciec nigdy nie pozwalał mi opuszczać wsi ani zapędzać się za las. Jakże więc...
- A któż inny ma to zrobić?- Przerwała jej Jadwiga.- Potrzebujemy przecież narzędzi i nawozów. Jak mamy żyć nie odwiedzając miasta? Teraz ojca nie ma, więc mnie masz być posłuszna i nie dyskutować. - Lena westchnęła i udała się do pokoju.
- Leno, nie śpisz? - Po chwili Ania wślizgnęła się do małej lecz przytulnej izdebki. Była już w nocnej koszuli.
- Wejdź siostro.
- Matka bardzo cię skrzyczała?
- Trochę. Nie ma o czym mówić. Bądź co bądź ma rację.
- Oczywiście, że ma! - żachnęła się Ania.- Panna nie może cały dzień się włóczyć.
- Tak, to prawda.
- I do tego twoje zachowanie nie jest godne młodej damy, moja droga. Bo która młoda dziewczyna lubi zakładać męskie stroje, jeździ konno, łowi ryby, ma siniaki i zadrapania na całym ciele? - Ania spojrzała na skaleczenia młodszej siostry. Nawet ta niebieska sukienka jest podziurawiona przez twoje całodniowe eskapady.
- Nie dbam o to Aniu. - Zaśmiała się Lena.- O wiele bardziej lubię czytać książki, jeździć konno, uczyć się fechtunku i rąbać drewno niż siedzieć i haftować czy ubierać przeróżne kreacje.
- Otóż to. Jesteś niby istny chłopak. To dlatego Kuba tak bardzo cię kochał i poświęcał tobie wiele uwagi. Czyż to nie on uczył cię tego wszystkiego co tak uwielbiasz robić?
- No tak...
- Nie rozumiem, jak kobieta może chcieć uczyć się pisać i czytać. Od tego przecież nie przybędzie ci zalotników. Jeśli dalej będziesz tak postępować, to nigdy nie wyjdziesz za mąż.
- Ty przecież też nie jesteś jeszcze mężatką - Wtrąciła Lena.
- Ale jestem ładna, mam śliczne sukienki i mam wielu zalotników. - Z kwaśną miną skwitowała Anna- Och, jak już o tym mówimy, to jak będziesz jutro w mieście to wejdź proszę do krawca i odbierz spódnicę, którą u niego zamówiłam.
- Znów zamówiłaś coś u krawca? Przecież miesiąc temu, tuż przed pogrzebem ojca kupiłaś sobie nową sukienkę.
- Taka chłopczyca jak ty nie zrozumie, co znaczy dbać o swój wygląd. Może tobie wystarcza jedna sukienka na pół roku czy nawet na rok, ale nie mi. Zrób to, o co poprosiłam i nie wymądrzaj się już. - Anna Borowska wstała z posłania Leny i poszła do siebie. Lena tej nocy długo nie mogła zasnąć. Cały czas jej myśli zajmował tajemniczy Arnold, który z pewnością był zamieszany w śmierć Kuby. Lena kochała wpatrywać się godzinami w księżyc. Tak też uczyniła i tym razem.
Zerwała się na równe nogi wcześnie rano, bo do Krakowa, stolicy kraju było daleko. Podróż w jedną stronę zajmowała aż pięć godzin, toteż nie często mieszkańcy wioski Jarem wybierali się do tego miasta. Kraków był dużym i potężnym grodem, otoczonym solidnymi murami obronnymi. Miasto było gwarne i kolorowe. Wszędzie można było dostrzec stragany i sklepy oraz pracownie rzemieślnicze. Lena ze zdumieniem, jadąc konno brukowanymi uliczkami, przyglądała się majestatycznym kamienicom. Obserwowała kłębiący się zewsząd tłum ludzi i z rozkoszą chłonęła miejskie powietrze, nawet jeśli nie było ono tak czyste i rześkie jak na wsi. Tego dnia panna Borowska ubrana była niczym młody chłopak. Miała na sobie ciemne spodnie, białą koszulę i czarny sweter, a włosy ukryła pod męskim kapelusikiem o barwie granatowej. Co prawda matka i siostra kazały jej założyć brązową sukienkę i słomiany kapelusz z czerwoną wstążką, jednak gdy tylko po drodze dziewczyna znalazła gąszcz krzaków od razu się przebrała.
- "Przecież męskie ciuchy są bardziej wygodne od głupich sukienek." - pomyślała ukrywając w krzakach sukienkę. Miała po nią wrócić w drodze powrotnej. Pogoda była bardzo przyjemna. Słońce delikatnie ogrzewało ziemię a chmury leniwie sunęły po niebie.
Trochę czasu zajęło Lenie znalezienie kowala, który od wielu lat sprzedawał jej rodzinie potrzebne narzędzia. Gdy załatwiała u niego sprawunki posłyszała, jak kilka mieszczanek plotkowały między sobą, że jakoby następca tronu gdzieś tu między mieszczanami jest.
- To szczera prawda! - Trajkotała jedna.
- Ja też o tym słyszałam. Podobno książę wymyka się z pałacu i w ukryciu obserwuje poddanych. - Zawtórowała jej druga
- Ciekawe co na to Król Ryszard i Królowa Magdalena...- Zamyśliła się trzecia mieszczanka. Lena pobłażliwie uśmiechnęła się pod nosem, wzruszyła ramionami i ruszyła po dalsze sprawunki. Była u kowala i szewca, kupiła medykamenty oraz różne nasiona i następnie chciała znaleźć krawca, o którym poprzedniego wieczoru wspomniała Anna. Z rozkoszą przyglądała się występom ulicznych cyrkowców oraz ulicznym straganom. Szła prowadząc konia i błądząc daleko myślami. Naraz skręcając w boczną, trochę zaciemnioną uliczkę spostrzegła, że grupa rosłych opryszków otoczyła jakiegoś chłopaka. Wyglądało to tak, jakby chcieli go pobić, a może i nawet zrobić coś gorszego. Nie namyślając się długo chwyciła swój miecz, który w sekrecie przed matką zabrała ze sobą i ruszyła na pomoc osaczonemu chłopakowi. Lenie udało się przedrzeć do niego. W pewnym momencie zobaczyła, że jest ranny. Dłuższa walka mogłaby skończyć się dla niej nie najlepiej, więc gdy tylko nadarzyła się okazja uciekła razem z poszkodowanym.
- Szybko wsiadaj na konia! - Krzyknęła do nieznajomego, a on trochę oszołomiony dostosował się do jej polecenia. - Wio!
- Kim jesteś? - Spytał chłopak, po upewnieniu się, że nie są śledzeni przez tamtych zbirów.
- Czy to ważne? Ważne, że jesteś ranny i potrzebujesz pomocy.- Lena chciała opatrzyć rany nieznajomemu, lecz on obruszył się i uderzył ją w rękę, w której trzymała materiał do przemycia ran.
- Nikt nie kazał się tobie wtrącać. Sam bym sobie z tymi rabusiami poradził. To dla mnie zniewaga, by taki chuderlawy i marny chłopaczek wyciągał mnie z kłopotów.
- Toż doprawdy, twoje słowa potrafią zranić serce człowieka, o panie. - Panna Borowska zorientowała się, że przez swój ubiór jest brana przez nieznajomego za mężczyznę.- Oczywiście rozumiem i dam wiarę, że jesteś najlepszym szermierzem w kraju, lepszym nawet od Króla czy Księcia, ale teraz racz wybaczyć mą zuchwałość lecz muszę opatrzyć pańskie rany. -Dziewczyna wstała, siłą unieruchomiła rannego i opatrzyła go. Podczas tych czynności nieznajomy krzyczał i wił się strasznie.
- Toż to nie do uwierzenia! Jak śmiesz!
- Mości paniczu błagam o wyrozumiałość. Rany twoje zostały już opatrzone, więc pozwól, że sługa twój odejdzie. - Lena wstała i chciała odejść jednak nieznajomy złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Dopiero teraz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Cerę miał gładką i zdrową, spojrzenie poważne i śmiałe, nos zgrabny, usta bladoróżowe. Bujna czupryna w kolorze ciemnego blondu dodawała mu uroku.
- Czy stało się coś, paniczu? - Dziewczyna zaczerwieniła się i wyrwała z objęć chłopaka.
- Ekhm, ekhm. - Chrząknął.- Jak się zwiesz?
- Jestem... jestem... Antek. Znaczy się... Antoni... - Lena zaczęła się jąkać, jednak nie chciała zdradzać nieznajomemu swego prawdziwego imienia. Ojciec i Kuba zawsze mówili jej, by nigdy nikomu nie mówiła kim jest. - "To przecież może być niebezpieczne." - Pomyślała szybko.
- Jam jest Filip. Jestem wdzięczny za pomoc.
- Kim byli ci ludzie?
- Nie powinieneś być wścibski. To domena kobiet. Nieprawdaż? - Lenę oblały zimne poty. - Jednakże widzę ciebie w stolicy po raz pierwszy.
- Nie pochodzę stąd.- Wymamrotała cicho.- Przybyłem po sprawunki dla matki.
- Widzę, że prawdę powiadasz. - Filip wstał i podszedł do konia na którym ulokowane były niedawno zakupione przez pannę Borowską rzeczy. - A cóż to jest?
- To spódnica dla mojej siostry, o panie.
- Jako, że uratowałeś mnie to powiem tobie, że uczyniłeś dziś zbawienną rzecz dla kraju. Ci, którzy mnie zaatakowali byli prawdopodobnie wysłannikami Wielkiego Księcia Henryka.
- Och, czyż słowa twe, o panie są prawdziwe?
- Tak. Wielki Książę ma chęć mnie kontrolować, lecz napotkał godnego przeciwnika... - Filip uśmiechną się zawadiacko.- A ty Antku zostaniesz sowicie nagrodzony. Pójdź teraz ze mną do...
- Ja bardzo przepraszam, że przerywam paniczu, jednak nie potrzebuję żadnej nagrody.
- Cóżeś powiedział?
- Jestem tylko skromnym wieśniakiem. U nas to normalne pomagać, gdy ktoś w biedzie się znajdzie. Pomogłem, bo tak mnie wychowano, to zgodne z naukami Kościoła i w zamian nic nie chcę.- Lena sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła zawinięte kromki chleba. - Pewnie z sił opadłeś. Posil się proszę tym chlebem i życzę abyś szybko do zdrowia powrócił. - Panna szybko wspięła się na konia i odjechała w pośpiechu zostawiając oszołomionego Filipa. Przez myśl by jej nie przeszło, że spotkała samego następcę tronu, który wymknął się do miasta.
- Cóż za dziwna osoba. Jeszcze nigdy nikogo takiego nie spotkałem. - Mruknął do siebie Książę. Nagle coś błysnęło i jego oczom ukazał się naszyjnik. Był ręcznie robiony i przedstawiał róży kwiat. Domyślił się, że Antek go zgubił.
- Czy sądzisz Adamie, że ten naszyjnik może należeć do chłopca? - Książę pytająco spojrzał na swego ochroniarza i przyjaciela, gdy powrócił do zamku.
- Nie sądzę. - Adam był chudy, wysoki i wysportowany. Miał ciemne, tajemnicze oczy i brązowe włosy. Był bardzo urodziwy. Jego wielką pasją była szermierka i jazda konna. Wśród ludzi chodził za małomównego i nieprzystępnego. Towarzyszył Księciu od dziesięciu lat. Filip cenił go bardzo za dyskrecję i oddanie. Nigdy się na nim nie zawiódł, bo wszystkie obowiązki spełniał Adam bez zarzutów.
- Otóż to! - Książę poruszył się nerwowo.- I wygląd też miał kobiecy. I do tego ten głos, te usta i te wielkie czarne oczy...
- Cii. Mości Książę. Będzie źle jeżeli Król dowie się o pańskich wyprawach bez ochrony do miasta, a i pamiętać należy, że Wielki Książę ma w zamku swoich ludzi...
- Masz rację. Bardzo złoszczę się na poddanych, którzy mnie podsłuchują! - Filip krzyknął, gdyż zorientował się, że jedna z pokojówek stoi pod drzwiami komnaty i stara się usłyszeć o czym rozmawia z Adamem. Pokojówka zlękła się bardzo i czym prędzej odeszła do swoich obowiązków. - Wielki Książę nigdy się nie podda. - odparł Adam.
- Dlatego zamierzam dalej pobierać nauki na Uniwersytecie. Jutro z rana porozmawiam o tym z ojcem. - Filip podszedł do okna i zamyślił się głęboko.